czerwone wierchy

Krzesanica 2122 m n.p.m.

2122 m n.p.m.

9h 32'

19,4 km

Spotkanie wakacyjne z szwagrem Łukaszem Zapowiadało się całkiem nieźle, ponieważ jestem oczarowana górami od razu zaproponowałam wypad.


Zaplanowaliśmy kilka tras w Tatry jednym z nich miał być wyjście Na Czerwone Wierchy . Wybraliśmy tą trasę ponieważ nie jest zbytnio wymagająca ale jest bardzo widokowa i ciekawa. Natomiast mi nie udało się do tej pory przejść wszystkich szczytów za jednym razem, wiec i miałam okazje. Plan wycieczki dopięliśmy na ostatni guzik, uzgodniliśmy dokładną trasę i zebraliśmy potrzebne rzeczy. W Tatry zawszę wybieram się z głową i traktuje takie wycieczki poważnie, to są góry, różnie może być. Warunki atmosferyczne ulegają zmianie bardzo szybko.

Zapowiadał się piękny dzień, pobudka wcześnie rano, około godz 5:00. Śniadanie, sprawdzenie czy wszystko mamy w naszych plecakach, co ewentualnie się nam przyda w czasie wyprawy (jedzenie, picie, kurtki przeciwdeszczowe) ubieramy się na cebulkę, humory od rana nam dopisują.

O godz 6.00 wyjeżdżamy na parking w Kirach. Parkingów pod doliną Kościeliską jest dość sporo, można wcześniej zobaczyć w Internecie jakie są ceny poszczególnych parkingów. My zostawiamy na parkingu za restauracją po prawej stronie, od wejścia do Doliny Kościeliskiej.

Kasa biletowa TPN znajduję się w głąb szlaku, trzeba przejść kawałek za restauracją. Prowadzi tamtędy zielony szlak dnem Doliny Kościeliskiej. Po przejściu kasy biletowej ,wkraczamy na sporą polanę , jest to Wyżnia Kira Miętusia. Po lewej stronie wyłania się Nam dużych rozmiarów szczyt, już zaczynamy żartować , co to dla nas taki szczycik. Ale zdaliśmy sobie sprawę z Łukaszem, że będziemy na początku pokonywać bardzo szybko dużą wysokość, więc pośladki będą piekły.

Po kilkunastu minutach odbijamy w lewo z Cudakowej polany na czerwony szlak. Przekraczamy Miętusi Potok i wchodzimy w las, wspinając się na zbocza Upłazińskiego Wierszyka w którym trasa od samego początku Bierze się ostro do roboty i My razem z nią. Wychodząc z lasu dochodzimy do polany Upłaz robimy zdjęcia widzimy też już coraz lepiej naszego sprzymierzeńca Szczyt Ciemniaka. Po chwili wyłania się skała sporych rozmiarów zwana ‘’PIECEM’’ (1460) m.n.p.m. Oczywiście wpadamy na pomysł zrobienia zdjęć na skale , czujemy się chyba jak kozice górskie ;). Przy okazji widoki które możemy już podziwiać skłaniają nas do dłuższej przerwy. Widać szczyty które górują nad Doliną kościeliską, a w oddali Babią Górę .

Po naładowaniu akumulatorów , udajemy się w dalszą podróż. Mijamy kawałek szlaku i wchodzimy w pas kosodrzewin, w dole rozciągają się kotły Świstówki Małej i Wielkiej. (Słyną z pięknych jaskiń) . Pod Nami przechodzą korytarze , które są częścią jaskiń Miętusiej . Idąc dalej wśród trawiastych zboczy ok 30 min dalej mijamy Chudą Turnię 1858 m.n.p.m. i dochodzimy do Chudej Przełączniki (1851)mnpm. Znak informuje między innymi, że odbijając w prawo możemy iść zielonym szlakiem do Doliny Tomanowej na Halę Ornak.Oczywiście standardowo robimy zdjęcia. Słońce grzeje mocno , jak by zapowiadało nadejście burzy. Kierujemy się dalej wzdłuż czerwonego szlaku, obserwujemy zbocza pokryte białymi granitami. Wspinamy się już po zboczu Twardego Grzbietu, stamtąd możemy już podziwiać urwisko Krzesanicy i Dolinę Mułową. Ostatnie podejście na Ciemniaka daje nam popalić, ale widoki które oglądamy zapierają dech w piersiach i wynagradzają trud wędrówki. Docieramy na szczyt , jest on wysunięty najdalej na zachód od wszystkich szczytów Czerwonych Wierchów. Podziwiamy widoki na Tatry orawskie i Babią górę. Dalej nie opuszczamy czerwonego szlaku i kierujemy się w kierunku Krzesanicy.

CIEMNIAK-KRZESANICA-MAŁĄŁĄCZNIAK

2096 | 2122 | 2096

m n.p.m.

2h 49'

2,49 km

Ruszamy dalej , po około 20 minutach dochodzimy do najważniejszego ze szczytów – Krzesanica wznoszącego się 2122 m. n.p.m. Wita nas jego pionowa ściana, jest tak majestatyczna, robi na nas bardzo duże wrażenie. Nazwa Krzesanicy pochodzi od wyhladu północnego zbocza, które wygląda jak krzesana skała. Ściana spada 200 m w dół do Mułowego Kotła . Drugie zbocze jest natomiast łagodne porośnięte trawami. 

Ciekawostką jest że, od strony Słowackiej jest kilkadziesiąt jaskiń. Szczyt jest łagodny nie sprawia nam jakichkolwiek trudności . Na szczycie podziwiamy kamienie ułożone w kopczyki. Kilka zdjęć i dalej w drogę. W oddali kotłują się chmury które nie wyglądają za ciekawie. To może oznaczać tylko jedno – musimy schodzić szybciej w dół do doliny.

EKSPRESSEM PO GRANI

Wszystkie szczyty są nie daleko od siebie położone, daje nam to przewagę na szybsze zdobywanie pozostałych. Dostaliśmy lekkiego przyspieszenia, żartujemy dla rozładowania sytuacji. Na szczyt Małączniaka docieramy całkiem szybko, dalej szlakiem kierujemy sie w kierunku Kopy Kordackiej. 

Ciekawostką jest, że Małołączniak najpierw był zwany Czerwonym Wierchem, a jego strome zbocza opadają w dół do Doliny Małej Łąki. W strone ostatniego szczytu zamierzamy bardzo szybko, poganiają nas złowieszcze chmury. W około 40 min pokonujemy grań. Nie mamy już czasu na dłuższy postój, teren jest za bardzo wyeksponowany, a w czasie burzy było by to dla nas niebezpieczne. Po dojściu Na Kopę Kordacką, widzimy w oddali Śpiącego Rycerza. 

Za każdym razem gdy jestem w pobliżu kusi swoją bliskością , ale aby tam dotrzeć potrzeba byłoby Jeszcze ok godziny na dojście do szczytu. Nie tym razem. Pora opuścić szlak czerwony. Kierujemy się żółtym szlakiem w dół po zboczach, ku przełęczy w stronę widocznego Giewontu. samo zejście jest dość strome, więc trzeba uważać. Z Kopy do przełęczy mamy 45 minut. 

Następnie z przełęczy kierujemy się dalej żółtym szlakiem, jest on dość przyjemny. Kamienne schody stromo schodzą w dół. Po lewej stronie towarzyszy nam Mnich Małołącki. Przez około godzinę idziemy do Polany Małołąckiej. Szczyty górują nad polaną w oddali. Do parkingu pozostaje na już tylko godzina marszu, czarnym szlakiem udajemy się ku Dolinie Kościeliskiej.